Obudziłam się tak jak każdego dnia. Kiedy wygramoliłam się z łóżka poszłam do szafy wybrać jakieś ciuchy. Wybrałam ten zestaw :klik. Umyłam się i przebrałam w przygotowane ubranie. Dodałam zdjęcie na tt przyznam podobało mi się.
O 13:00 poszłam na spacer. Kiedy tak szłam i szłam poczułam lekki ból w plecy. Usiadłam na ławkę. Bolało jak diabli. Na szczęście Christian szedł i mnie zauważył.
- Hej coś się stało?
- Tylko jakby źle się czuje..
- Choć do mojego domu rodziców na szczęście nie ma.
- Okej dzięki...
Poszliśmy do niego, szybko zapomniałam o bolącym mnie miejscu. Po fajnej rozmowie za uwarzyłam 20 nie odebranych połączeń wszystkie od Jusa. Szybko do niego zadzwoniłam.
- Halo Justin?
- Czemu nie odbierałaś!? Martwiłem się!
- Spokojnie Justin nic mi nie jest.- Szybko przypomniałam sobie o bólu.
Zemdlałam... Więcej nie pamiętam. Obudziłam się w szpitalu obok mnie stał Ryan Chaz Justin i Christian.
Justin gładził moją rękę.
- Co się stało?
- Zemdlałaś.
- Aha... - Próbowałam wstać jednak byłam za słaba.
*2 DNI PÓŹNIEJ*
Wróciłam nareszcie! ze szpitala. Tam było okropnie ... Do jedzenia dawali mi jakieś surówki.Nie były zbyt dobre. W domu przebrałam się w lekkie ubrania. Zrobiłam sobie lekki makijaż i poszłam do salonu nalać sobie coca coli. Nudziło mi się w domu więc pomyślałam, że się przejdę. Tak jak pomyślałam tak zrobiłam. Poszłam w stare uliczki uświadomić sobie w jakich żyje luksusach... Zobaczyłam pewną dziewczynę w moim wieku. Podeszłam do niej...
- Hej jestem Acacia a ty?
- Spierdalaj stąd co myślisz że jak jesteś bogata to wszyscy będą cię lubić?!
- Nie... Fajnie tańczysz...- Smutna zaczęłam iść dalej.
Rozumiem ją. Przecież to u takich normalne zachowanie tym bardziej na takich ulicach. Szłam i szłam nie widziałam końca swojej drogi, mówiąc po jakimś czasie nawet nie wiedziałam gdzie jestem. Nie było mi zbyt fajnie. Nagle usłyszałam jakiś niepokojący mnie głos. Wystraszyłam się. Zaczęłam biec w stronę światła. W jakimś czasie upadłam... Jakiś chłopak podbiegł w moją stronę i pomógł mi wstać.
- Wybacz nie chciałem cię wystraszyć.
-Okej...
- Boli cię coś?
-Trochę noga ale przeżyje...- Chłopak uśmiechnął się i zniknął.
Wróciłam zmęczona do domu. Zasnęłam o 03:00. To był dziwny dzień.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz