środa, 20 marca 2013

Dziewięć

Obudziłam się tak jak  każdego dnia. Kiedy wygramoliłam się z łóżka poszłam do szafy wybrać jakieś ciuchy.  Wybrałam ten zestaw :klik. Umyłam się i przebrałam  w przygotowane ubranie. Dodałam zdjęcie na tt przyznam podobało mi się.
O 13:00 poszłam na spacer. Kiedy tak szłam i szłam poczułam lekki ból w plecy. Usiadłam  na ławkę. Bolało jak diabli. Na szczęście Christian szedł i mnie zauważył.
- Hej  coś się  stało?
-  Tylko jakby  źle się czuje..
- Choć do mojego domu rodziców na szczęście nie ma.
- Okej dzięki...
Poszliśmy do niego, szybko zapomniałam o bolącym mnie miejscu. Po fajnej rozmowie za uwarzyłam 20 nie odebranych połączeń  wszystkie od Jusa.  Szybko do niego zadzwoniłam.
- Halo Justin?
- Czemu nie odbierałaś!? Martwiłem się!
- Spokojnie Justin nic mi nie jest.- Szybko przypomniałam sobie o bólu.
Zemdlałam... Więcej nie pamiętam. Obudziłam się w szpitalu obok mnie stał Ryan Chaz  Justin i Christian.
Justin gładził moją rękę.
- Co się stało?
- Zemdlałaś.
- Aha... - Próbowałam wstać jednak byłam za słaba.
*2 DNI PÓŹNIEJ*
Wróciłam nareszcie! ze szpitala. Tam było okropnie ... Do jedzenia dawali mi jakieś surówki.Nie były zbyt dobre. W domu przebrałam się w lekkie ubrania. Zrobiłam  sobie lekki makijaż i poszłam do salonu nalać sobie coca coli. Nudziło mi się w domu więc pomyślałam, że się przejdę. Tak  jak pomyślałam tak zrobiłam. Poszłam  w stare uliczki uświadomić sobie w jakich żyje luksusach... Zobaczyłam pewną dziewczynę w moim wieku. Podeszłam do niej...
- Hej jestem Acacia a ty?
- Spierdalaj stąd co myślisz że jak jesteś bogata to wszyscy będą cię lubić?!
- Nie... Fajnie  tańczysz...- Smutna zaczęłam iść  dalej.
Rozumiem ją. Przecież to u takich normalne zachowanie tym  bardziej na  takich ulicach. Szłam  i szłam nie widziałam końca swojej drogi, mówiąc po jakimś czasie nawet nie wiedziałam gdzie jestem. Nie było mi zbyt  fajnie.  Nagle usłyszałam jakiś niepokojący  mnie głos. Wystraszyłam się. Zaczęłam biec w stronę  światła. W jakimś czasie upadłam... Jakiś chłopak podbiegł w moją stronę i pomógł  mi wstać.
- Wybacz nie chciałem cię  wystraszyć.
-Okej...
- Boli cię coś?
-Trochę noga  ale przeżyje...- Chłopak uśmiechnął się i zniknął.
Wróciłam zmęczona do domu. Zasnęłam o 03:00. To był dziwny dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz